wtorek, 27 grudnia 2011

Rozdział zamknięty.

Słowa mają wielką moc. Potrafią uratować życie, ale potrafią też je odbierać. Wczoraj doświadczyłam tego drugiego. Pierwsza rzecz: nie zasłużyłam na to. Starałam się być dobrą przyjaciółką, nawet tego Sylwka organizuję tylko i wyłącznie dla ludzi...Druga: już nie będzie jak dawniej. Będzie mnie prześladować pytanie, czy aby nie jestem zasępiona i wesoła-tylko-gdy-inni-są-weseli. I nie potrafię pojąć, jak można było wpędzić mnie w poczucie winy, za to, że jestem sama, odwołując się do przykładów typu: "na tamtej-konkretnej-imprezie nie bawiłaś się z PIJANYMI facetami (nie przypominam sobie, żeby chociaż jeden tam był trzeźwy)". I generalizacja na podstawie tego przykładu!
Wnioski końcowe:
a) jestem niedostępna, zasępiona, wyznaczająca granice, raduję się tylko na wyjątkowe okazje
b) odzywam się i zmieniam twarz dopiero gdy ktoś do mnie zagada
c) zapewne jestem nieszczęśliwa z powodu braku flirtów (których nie prowadzę) i mam z tego powodu jakies kompleksy w sferze seksualności
d) generalnie jestem mało ciekawa dla ludzi, bo nie pokazuję im, na pierwszy rzut oka (patrzcie jaka jestem uśmiechnięta i fajna)
e) a, b,c,d- prowadzą do tego, ze jestem sama, ale nie powinnam narzekać, bo to przecież z mojej winy.
Nie tego się spodziewałam. Oczekiwałam od niej wsparcia, tego, że powie mi, że jestem wspaniała, a nie, że wpędzi mnie w kompleksy. I powiedziałaby zapewne, że jestem oversensitive i nie potrafię przyjąć szczerości. No cóż, wolę być oversensitive, niż insensitive at all. I rozróżniam póki co krytykę budującą od krytyki-dla-krytyki.

No ale nic, nie ma się co irytować, to już rozdział zamknięty.

Myślę, że (symblicznie) z końcem roku usunę tego bloga. Wiem, że złamię serca licznemu gronu czytelników, ale wybaczcie xD. Powody ku temu są liczne:
Powód nr1: Za mało w nim radości i życia.
Powód nr 2: Czuję, że go nie potrzebuję.
Powód nr 3: Nie chcę aby moje słowa, myśli podlegały ocenie. A niektórzy są w tym dobrzy.

Poza tym śnił mi się dziś duński M. I jedzenie żab i nietoperzy (!).


Na koniec 2 piosenki, a nawet 3:)
http://www.youtube.com/watch?v=gnhXHvRoUd0&ob=av3e

http://www.youtube.com/watch?v=8UVNT4wvIGY

http://www.youtube.com/watch?v=kXYiU_JCYtU&ob=av3e



niedziela, 25 grudnia 2011

25 grudnia

Dziś poznałam Heńka. I nie przypadł mi jakoś specjalnie do gustu. Za dużo udziela porad, za bardzo się wtrąca.

Łukasz pomoże mi w kwestii laptopa. To dobrze, wiedziałam, że mogę na niego liczyć;) Samopoczucie dziś znacznie lepsze, popadam już w obojętność nt. tego co się ze mną będzie działo w najbliższym czasie.

Drugi świąteczny wieczór spędzam w towarzystwie psa, telewizora i butelki.

Wigilijnie.

24 grudnia, 22:40
Wigilia. Mama poszła do Heńka, Aneta z Tomkiem siedzą w pokoju obok i oglądają nieśmiertelnego Kevina, a ja w towarzystwie psa oglądam łzawe komedie romantyczne, w których bohaterowie żyją długo i szczęśliwie, a miłość pokonuje wszystkie przeciwności. Eh, gdyby w rzeczywistości też tak było...
Tomek przyniósł laptopa, tak jak się spodziewałam- sprzęt conajmniej przedpotopowy. Jutro muszę skonsultować się z moim Doradcą ds. Specjalnych w kwestii tego, czy jest on aby wart swojej ceny. Nie wiem czy ta wyprowadzka to dobry pomysł. Tak bardzo tego chciałam, ale...jestem zupełnie nie w formie.
Bliższa kończeniu życia, niż zaczynaniu nowego:/ Czuję się tak, jakbym była skazana na śmierć, i stała jedynie przed wyborem "formy". Życie bez miłości nie ma sensu. Nie potrafię żyć z pustką wokół siebie. (Jak można nawet Święta i Sylwestra spędzać samemu???Czy to jest jakiś pomysł, żebym osiągnęła już wszelki szczyt samotności???)
Opłakuję rzewnie komedie i żałuję, że nie mam przy sobie jakieś flaszki, którą mogłabym się pocieszyć.


Merry Christmas.

środa, 21 grudnia 2011

-I co, jak udała się wigilia pracownicza?
-Pojadłam se.

* *** * *** * *** * *** * *** * *** * *** * *** * ***
Miało być tak pięknie, a wyszło jak zawsze.

* *** * *** * *** * *** * *** * *** * *** * *** * ***
Można żyć bez ludzi, których się kocha. Ale co jeśli zawodzi ostatnia osoba, do której miało się zaufanie?

* *** * *** * *** * *** * *** * *** * *** * *** * ***

Wizyta w pierwszym "kandydującym" mieszkaniu przełożona na piątek rano.

* *** * *** * *** * *** * *** * *** * *** * *** * ***

Poza tym minął już rok od powrotu z Danii. (I kolejny rok kalendarzowy). Analizując ten rok spojrzałam do swojego pamiętniczka i w notkach ze stycznia 2011 znalazłam m. in:

17/18 stycznia
"Jedyny mój to zaledwie kilka dni
A ja nie mieszczę łez zagryzam wargi
(...)
A te dni ciszy które, które dzielą nas
Podpowiadają mi złe obrazy
Muszę to przespać przeczekać, przeczekać
Trzeba mi
A jutro znowu pójdziemy nad rzekę"

(Hey "List")

21/22 stycznia
"Jeśli jesteś zraniony cały świat wydaje się beznadziejny"
23 stycznia
"Niech mi ktoś wskaże jeden powód żeby wstać jutro z łóżka".


Co tu dużo gadać: minął rok, a ja jestem w punkcie wyjścia.

wtorek, 20 grudnia 2011

Żeby się obudzić rano...

ks. J.Twardowki Żeby się obudzić rano


Żeby się obudzić rano
Doprowadzić włosy do opamiętania
umyć się i ubrać
postawić czajnik z gwizdkiem
odgarnąć z okna samotny deszcz
trzeba się oprzeć na tym co wymyka się jak mokry kamyk
na sekundzie której już nie ma
na myśli której nie sposób dotknąć
na sile ciążenia co oddala tego kogo się kocha
kochamy od razu dwie osoby niemożliwe do kochania
bo tę co za blisko i tę za daleko
i chyba nawet dlatego umieramy
żeby nas było widać i nie widać

poniedziałek, 19 grudnia 2011

jeszcze wczoraj
zamglone wspomnienie czyjegoś uśmiechu
gdzieś tam
w pobliskim kościele

jeszcze ostatni krzyk buntu
że dlaczego
że przecież miało być dobrze
radośnie
kolorowo

jeszcze w plecaku tomik poezji twardowskiego

a dziś już tylko przeprosiny
za przegraną najważniejszą walkę

sobota, 17 grudnia 2011

Impreza urodzinowa Agi K. bardzo udana:) Like it, like it, like it ;D (I wróciłam o własnych siłach :D)

A poza tym- uwaga: 4,5 z kolosa z antropo i proponowana 5 na koniec :D taka radość, że... (orgazm na stojąco jak nic :D). Like it, like it, like i t:D

Shrubratri :)))

piątek, 16 grudnia 2011

Dziś znalazłam ciekawy cytat. Będzie to kolejna notka wiejąca pesymizmem, ale w dalszym ciągu nie ma mi do śmiechu (dlatego bez skrupułów zamieszczę tu pesymistyczny cytat).


"Jeśli ktoś nie popełnia samobójstwa, nie znaczy, że wybrał życie. On tylko nie potrafi się zabić." (Ryūnosuke Akutagawa)


SSSSSSSs
sSSss

środa, 14 grudnia 2011

Nocne sufitmyśli.

No i zebrało mi się na nocne sufitmyśli.
Zamiast martwić się antropologią myślę, o tym jaka to jestem niedostępna dla świata, zamknięta itd
"Bo ty zawsze taka jesteś".

Życie nauczyło mnie, że trzeba liczyć na siebie.
I nie zbliżać się do innych, bo to kończy się zranieniem (o czym czasami niestety zapominam).

I wybaczcie, że nie rozmawiam z każdym napotkanym na przystanku człowiekiem, że nie jestem fajna, radosna, optymistyczna, charyzmatyczna, entuzjastyczna, inteligentna, uzdolniona i do tego w rozmiarze xs. Wybaczcie, że jestem po prostu sobą.

"Here is the border. Don't cross it".

http://www.youtube.com/watch?v=6Pc2A66m7Zg

czwartek, 8 grudnia 2011

:):):):):)(:

Radość, radość, radość w każdej postaci :):):)

Pan Bóg po raz kolejny "przechodzi' najśmielsze oczekiwania :):):)

A na dodatek: tomorrow- Bratislava :):):)

Czuję się, jakbym miała conajmniej zaawansowane ADHD, więc wcale nie zazdroszczę Irence & Vlado, że spędzą ze mną najbliższy weekend ;]

czwartek, 1 grudnia 2011

:)

Dzisiaj był dobry dzień, więc trzeba go koniecznie utrwalić:):):)(: Od razu powiem, że cały jego urok polegał na tym, że poczułam wreszcie radość i aż się sama zdziwiłam, jak dawno nie czułam tego prostego, zwyczajnego uczucia (no po prostu niesamowite).

Początek dnia standardowy: ćwiczenia z maty, wykład ze środowiska i antropologia. No właśnie- ANTROPOLOGIA. Te zajęcia lepiej wyciąć z pamięci i zostać przy opcji  pt."to był dobry dzień":)

Później kawa z Krupi:) Obie* zostałyśmy bez planów na sylwka, więc postanowiłyśmy, że "cokolwiek będzie" spędzamy go razem. I co najważniejsze- towarzyszyć nam musi wódka mandarynkowa :)(:

Ostatni punkt dnia to Seminarium Odnowy Wiary.
:)
Zostały nam jeszcze 2 tygodnie i chyba się nawet do tego przekonuję (podobno lepiej późno niż...:P)
Spotkałam dziś bliżej (chyba tak to można nazwać na potrzeby notki) moją animatorkę (po jakichś 6.tygodniach abstynencji od spotkań w grupie). No cóż....

A, i jeszcze zapomniałabym wspomnieć o krótkich wieczornych konwersacjach na ryjbuku z Julią z UK i z Pati z RE, które także dały mi ciepło,radość itd :D

Czuję silną potrzebę podziękowania wszystkim, którzy ze mną ten dzień spędzali: począwszy od drogich Koledżanek, które przebrnęły przez koszmar antropologii; przez Krupi, kończąc na ekipie, która się ze mną w Jadwiżce dziś modliła:):):)




A za 7 dni Bratysława!!!!!!!



* mówi się obie czy obydwie?

poniedziałek, 21 listopada 2011

"Już sama nie wiem, czego chcę. Chciałabym pójść, uciec...Jestem jak człowiek bardzo chory, który sam nie wie, co go najbardziej boli. Źle mu jest, a poruszyć się nie ma siły. Gdyby zresztą nawet zdołał to i zmiana położenia szkodę przynieść mu może. Dlatego cierpię i nic w sobie zmienić nie umiem." (Stefan Żeromski "Ludzie bezdomni")

środa, 9 listopada 2011

Krótka relacja z krótkiego spotkania.

17:01-Nie ma go. Może znowu pomylił daty i nie przyjdzie? Nie miałabym nic przeciwko;)
I przynajmniej mogłabym z czystym sumieniem powiedzieć, że to jego wina, że wyczerpał już moją cierpliwość...
17:02- Idzie. Co on tam niesie? O nie, a niech go...

Przyniósł kwiaty. Na przeprosiny. Cóż moge powiedzieć, sam się "przekreśla", nie toleruję takich ckliwych i romantycznych "akcji".

Dialog dnia:
K: Czytałem, w jakiejś mądrej książce, że często w relacji damsko-męskiej zdarza się tak,
że dana para na początku nic do siebie "nie czuje", jest tak normalnie, żadnej "chemii" i "iskrzenia", a później rodzi się jednak z tego jakieś uczucie.
Ja: Nie wierzę w takie rzeczy.
No i mamy sprawę jasno określoną.

Krótko podsumowując: wynudziłam się na maxa. Miły z niego chłopak, ale w  ogóle nie nadaje na moich falach odbioru. Przynajmniej mamy to już za sobą.



Tak, zostanę ostatnią starą panną na parafii "na własne życzenie".

niedziela, 6 listopada 2011

Annoyed again.

http://kwejk.pl/obrazek/629686/napisz.html

Pierwsza myśl  gdy wczoraj zobaczyłam ten obrazeczek: "Boże, jakie sieroctwo, zero honoru jak nic". A dziś wchodzę na ryjbuka, widzę, że jesteś i co? " Oooo, jesteś online. Napisz. Napisz do mnie. Napisznapisznapisz. Napisz, bo wczoraj nie odezwałeś się ani słowem, więc ja oczywiście martwię się czy u Ciebie wszystko w porządku. Naprawdę się martwię. O, już Cię nie ma".

Poza tym dziś był kolejny dzień  z cyklu jeden wielki IRYT> Niedługo będę musiała zmienić nazwę tego bloga na "Sandra's big annoyance" albo "Annoyed". Tyle, że tym razem trudno mi określić przyczynę. Podświadomość podszeptuje mi, że chodzi o kolegę, z którym mam się niedługo widzieć i przeciąganie tego nieszczęsnego spotkania w nieskończoność powoduje, że coraz częściej o nim myślę.I wiem, co jak to się skończy:  pokrzywdzimy się, poparzymy,           a właściwie to ja go skrzywdzę. I nie umiem żyć z tą myślą. Kolejna osoba, którą w ten czy inny sposób będę miała na sumieniu....Czasami zamkęłabym się w klatce.

A poza tym tęsknię.

Piosenka dnia:  Reamonn"Supergirl". Polubiłam ją dziś na nowo.
http://www.youtube.com/watch?v=kHWCJtEBdBQ

poniedziałek, 31 października 2011

IRYT DO KWADRATU, czyli rekord świata w dyscyplinie irytowania Sandry został pobity.

Ranek spędziłam przed monitorem oczekując na przelew. Przelew był niezwykle ważny, gdyż miałam do załatwienia kilka spraw, których bez kasiory załatwić się nie dało. Tak więc pozostało mi czekać.
8.00......
9.00.........
10.00..........
11.00................
O 12.00 nie wytrzymałam i wyszłam z domu, łudząc się, że, jesli najpierw wstąpię do biblioteki to nim dojdę do najbliższego bankomatu pieniążki będą na koncie. Były o 14.00, co oznaczało, że zostało mi niewiele czasu na załatwienie wszystkich pilnych spraw i powrót do Świętochłowic (byłam umówiona na 17.00, ale o tym za chwilę).
Pierwsza pilną kwestią było wypożyczenie stroju śląskiego (pilnie potrzebny na środę). Wskazówki koleżanki okazały sie trochę mylące i minęła dobra godzina zanim znalazłam punkt wypożyczeń w Chorzowie. "Punkt nieczynny do odwołania".
Druga kwestia- wydrukowanie scenariuszy i kart pracy na dzień śląski (tzn. pilnie potrzebne na środę). W punkcie ksero okazało się, że nie zapisałam tych dokumentów na magic sticku (I can't believe!).
Trzecia sprawa: zakupy (rzeczy pilnie potrzebne na dzień śląski). Po pierwsze kupiłam nie to, co mamusia chciała, a po drugie, kilku pilnych rzeczy (np. słoniny) nie dostałam.
Jak już wspominałam byłam umówiona na 17.00. Idąc w umówione miejsce pomyslałam, że do pełni szczęścia brakuje mi tylko tego, żeby kolega się nie zjawił. I wywołałam przysłowiowego wilka z lasu. Jeszcze nie wiem, cóż pilnego go zatrzymało, ale niech lepiej odmówi Zdrowaśkę, żebym go szybko nie spotkała na mieście. i żeby było jeszcze zabawniej- umawialiśmy się 2 miesiące, przestawiłam cały plan dnia, żeby się z nim spotkać ("miejmy to już za sobą'), a tu.....

!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Przegięcie jak nic.

A teraz idę na modlitwę za parafię (swoim skromnym zdaniem, uważam iż powinniśmy zmienić nazwę tej modlitwy, to przyciągnęłoby być może więcej młodych...a może to tylko moje pobożne życzenie).

Ciao!

niedziela, 23 października 2011

:):):):):)(:

Kolejna 14tka w Re odhaczona;]


Dziś czuję się szczęśliwa:) Po prostu:):):)


A wczoraj- wczoraj też było "fajnie". XVII Tyski Wieczór Uwielbienia. Bardzo trafnie podsumował go fragment z wczorajszego NS : "Jeśli Bóg z nami, któż przeciwko nam?"/ Rz8,31/. Kolejne zwycięstwo Boga 
i to w wielkim stylu:):):)


Innego, równie trafnego podsumowania dokonał kolega z pracy:
"Co u Ciebie? widzę, że chyba już wszystko dobrze. ODŻYŁAŚ".


Shrubratri:):):):)

wtorek, 18 października 2011

No i się zaczęło...

Pewna bliska mi osoba założyła kolejnego bloga. I to był wystarczający impuls bym i ja po raz kolejny (trzeci już chyba?) spróbowała prowadzić swój internetowy "pamiętniczek';) Poprzednie upadały, z tej prostej przyczyny, że przerastała mnie obsługa blogów, ale skoro dziś (zupełnie nieprzypadkowo) zostałam administratorką pewnej strony (do której odwiedzania będę Was później z pewnością zachęcała) to czemu nie miałabym spróbować "powalczyć z blogiem". "A nuż tym razem się uda" :D

A teraz przejdę już do "notki właściwej":)

Minęły już niemal trzy tygodnie od powrotu na uczelnię. I wciąż żyjemy-"pomimo".
POMIMO utrzymującego się od trzech tygodniu chaosu i rozgardiaszu.
POMIMO zajęć z nadambitną pani Antropo, z którą  będziemy DYSKUTOWAĆ I WYRAŻAĆ OPINIE POPARTE WIEDZĄ Z LITERATURY (bo to bardzo ważne, żebyśmy dyskutowali i wyrażali swoje zdanie poparte wiedzą z literatury).
POMIMO nadambitnej pani Ch., która jest w stanie przełożyć zajęcia na najmniej odpowiadającą wszystkim godzinę, byleby tylko się odbyły.
POMIMO zajęć z nadambitną panią K., która budzi postrach i grozę, choć nie do końca wiadmomo dlaczego.
POMIMO zajęć z nadambitną M. M., która jest tak nadgorliwa, jakby od tego czy zdążymy przerobić materiał zależało conajmniej nasze Zbawienie.
POMIMO lektoratu z nadambitnym p. Szpanerskim, który sprawia wrażenie, jakby nie widział róznicy pomiędzy tym, czy znajdujemy się w grupie o poziomie A2 czy C2. I który "nie mówi po polsku, po czym słowo "poprzeczka"wymawia bez najmniejszego akcentu.
POMIMO krążącego widma egzaminu z legendarnym S. J, który opowiada dla siebie tylko zrozumiałe dowcipy.

Tak więc pomimo tego wszystkiego wciąż żyję, i powiedziałabym, że odczuwam to życie intensywnie. Bo do tego co powyżej dochodzą jeszcze rzeczy z kategorii inne:

  • bierzmowańcy (Zbuntowane Anielice okazały się na razie całkiem niezbuntowane)
  • SOW
  • Parafialna Grupa Studencka (zwana też Duszpasterstwem Akademickim, jak kto woli:P)
  • no i oczywiście praca w Salonie.
Jak to się stało, że dałam się w to wszystko wciągnąć?
(jak mi ktoś odpowie na to pytanie to dostanie... nie wiem co dostanie, ale coś wymyślę:P)


Być może na koniec tej ANALIZY (pozdro dla Ir) powinnam wymyśleć jakąś mądrą konkluzję, puentę (bądź coś), ale...bardzo rzadko robię to co powinnam :D

Zamiast konkluzji będzie więc piosenka, od której się ostatnio uzależniłam: (Gotye "Somebody that I used to know")
http://www.youtube.com/watch?v=8UVNT4wvIGY


Shrubratri (it means goodnight in hindi:))