niedziela, 25 grudnia 2011

Wigilijnie.

24 grudnia, 22:40
Wigilia. Mama poszła do Heńka, Aneta z Tomkiem siedzą w pokoju obok i oglądają nieśmiertelnego Kevina, a ja w towarzystwie psa oglądam łzawe komedie romantyczne, w których bohaterowie żyją długo i szczęśliwie, a miłość pokonuje wszystkie przeciwności. Eh, gdyby w rzeczywistości też tak było...
Tomek przyniósł laptopa, tak jak się spodziewałam- sprzęt conajmniej przedpotopowy. Jutro muszę skonsultować się z moim Doradcą ds. Specjalnych w kwestii tego, czy jest on aby wart swojej ceny. Nie wiem czy ta wyprowadzka to dobry pomysł. Tak bardzo tego chciałam, ale...jestem zupełnie nie w formie.
Bliższa kończeniu życia, niż zaczynaniu nowego:/ Czuję się tak, jakbym była skazana na śmierć, i stała jedynie przed wyborem "formy". Życie bez miłości nie ma sensu. Nie potrafię żyć z pustką wokół siebie. (Jak można nawet Święta i Sylwestra spędzać samemu???Czy to jest jakiś pomysł, żebym osiągnęła już wszelki szczyt samotności???)
Opłakuję rzewnie komedie i żałuję, że nie mam przy sobie jakieś flaszki, którą mogłabym się pocieszyć.


Merry Christmas.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz