Słowa mają wielką moc. Potrafią uratować życie, ale potrafią też je odbierać. Wczoraj doświadczyłam tego drugiego. Pierwsza rzecz: nie zasłużyłam na to. Starałam się być dobrą przyjaciółką, nawet tego Sylwka organizuję tylko i wyłącznie dla ludzi...Druga: już nie będzie jak dawniej. Będzie mnie prześladować pytanie, czy aby nie jestem zasępiona i wesoła-tylko-gdy-inni-są-weseli. I nie potrafię pojąć, jak można było wpędzić mnie w poczucie winy, za to, że jestem sama, odwołując się do przykładów typu: "na tamtej-konkretnej-imprezie nie bawiłaś się z PIJANYMI facetami (nie przypominam sobie, żeby chociaż jeden tam był trzeźwy)". I generalizacja na podstawie tego przykładu!
Wnioski końcowe:
a) jestem niedostępna, zasępiona, wyznaczająca granice, raduję się tylko na wyjątkowe okazje
b) odzywam się i zmieniam twarz dopiero gdy ktoś do mnie zagada
c) zapewne jestem nieszczęśliwa z powodu braku flirtów (których nie prowadzę) i mam z tego powodu jakies kompleksy w sferze seksualności
d) generalnie jestem mało ciekawa dla ludzi, bo nie pokazuję im, na pierwszy rzut oka (patrzcie jaka jestem uśmiechnięta i fajna)
e) a, b,c,d- prowadzą do tego, ze jestem sama, ale nie powinnam narzekać, bo to przecież z mojej winy.
Nie tego się spodziewałam. Oczekiwałam od niej wsparcia, tego, że powie mi, że jestem wspaniała, a nie, że wpędzi mnie w kompleksy. I powiedziałaby zapewne, że jestem oversensitive i nie potrafię przyjąć szczerości. No cóż, wolę być oversensitive, niż insensitive at all. I rozróżniam póki co krytykę budującą od krytyki-dla-krytyki.
No ale nic, nie ma się co irytować, to już rozdział zamknięty.
Myślę, że (symblicznie) z końcem roku usunę tego bloga. Wiem, że złamię serca licznemu gronu czytelników, ale wybaczcie xD. Powody ku temu są liczne:
Powód nr1: Za mało w nim radości i życia.
Powód nr 2: Czuję, że go nie potrzebuję.
Powód nr 3: Nie chcę aby moje słowa, myśli podlegały ocenie. A niektórzy są w tym dobrzy.
Poza tym śnił mi się dziś duński M. I jedzenie żab i nietoperzy (!).
Na koniec 2 piosenki, a nawet 3:)
http://www.youtube.com/watch?v=gnhXHvRoUd0&ob=av3e
http://www.youtube.com/watch?v=8UVNT4wvIGY
http://www.youtube.com/watch?v=kXYiU_JCYtU&ob=av3e
wtorek, 27 grudnia 2011
niedziela, 25 grudnia 2011
25 grudnia
Dziś poznałam Heńka. I nie przypadł mi jakoś specjalnie do gustu. Za dużo udziela porad, za bardzo się wtrąca.
Łukasz pomoże mi w kwestii laptopa. To dobrze, wiedziałam, że mogę na niego liczyć;) Samopoczucie dziś znacznie lepsze, popadam już w obojętność nt. tego co się ze mną będzie działo w najbliższym czasie.
Drugi świąteczny wieczór spędzam w towarzystwie psa, telewizora i butelki.
Łukasz pomoże mi w kwestii laptopa. To dobrze, wiedziałam, że mogę na niego liczyć;) Samopoczucie dziś znacznie lepsze, popadam już w obojętność nt. tego co się ze mną będzie działo w najbliższym czasie.
Drugi świąteczny wieczór spędzam w towarzystwie psa, telewizora i butelki.
Wigilijnie.
24 grudnia, 22:40
Wigilia. Mama poszła do Heńka, Aneta z Tomkiem siedzą w pokoju obok i oglądają nieśmiertelnego Kevina, a ja w towarzystwie psa oglądam łzawe komedie romantyczne, w których bohaterowie żyją długo i szczęśliwie, a miłość pokonuje wszystkie przeciwności. Eh, gdyby w rzeczywistości też tak było...
Tomek przyniósł laptopa, tak jak się spodziewałam- sprzęt conajmniej przedpotopowy. Jutro muszę skonsultować się z moim Doradcą ds. Specjalnych w kwestii tego, czy jest on aby wart swojej ceny. Nie wiem czy ta wyprowadzka to dobry pomysł. Tak bardzo tego chciałam, ale...jestem zupełnie nie w formie.
Bliższa kończeniu życia, niż zaczynaniu nowego:/ Czuję się tak, jakbym była skazana na śmierć, i stała jedynie przed wyborem "formy". Życie bez miłości nie ma sensu. Nie potrafię żyć z pustką wokół siebie. (Jak można nawet Święta i Sylwestra spędzać samemu???Czy to jest jakiś pomysł, żebym osiągnęła już wszelki szczyt samotności???)
Opłakuję rzewnie komedie i żałuję, że nie mam przy sobie jakieś flaszki, którą mogłabym się pocieszyć.
Merry Christmas.
Wigilia. Mama poszła do Heńka, Aneta z Tomkiem siedzą w pokoju obok i oglądają nieśmiertelnego Kevina, a ja w towarzystwie psa oglądam łzawe komedie romantyczne, w których bohaterowie żyją długo i szczęśliwie, a miłość pokonuje wszystkie przeciwności. Eh, gdyby w rzeczywistości też tak było...
Tomek przyniósł laptopa, tak jak się spodziewałam- sprzęt conajmniej przedpotopowy. Jutro muszę skonsultować się z moim Doradcą ds. Specjalnych w kwestii tego, czy jest on aby wart swojej ceny. Nie wiem czy ta wyprowadzka to dobry pomysł. Tak bardzo tego chciałam, ale...jestem zupełnie nie w formie.
Bliższa kończeniu życia, niż zaczynaniu nowego:/ Czuję się tak, jakbym była skazana na śmierć, i stała jedynie przed wyborem "formy". Życie bez miłości nie ma sensu. Nie potrafię żyć z pustką wokół siebie. (Jak można nawet Święta i Sylwestra spędzać samemu???Czy to jest jakiś pomysł, żebym osiągnęła już wszelki szczyt samotności???)
Opłakuję rzewnie komedie i żałuję, że nie mam przy sobie jakieś flaszki, którą mogłabym się pocieszyć.
Merry Christmas.
środa, 21 grudnia 2011
-I co, jak udała się wigilia pracownicza?
-Pojadłam se.
* *** * *** * *** * *** * *** * *** * *** * *** * ***
Miało być tak pięknie, a wyszło jak zawsze.
* *** * *** * *** * *** * *** * *** * *** * *** * ***
Można żyć bez ludzi, których się kocha. Ale co jeśli zawodzi ostatnia osoba, do której miało się zaufanie?
* *** * *** * *** * *** * *** * *** * *** * *** * ***
Wizyta w pierwszym "kandydującym" mieszkaniu przełożona na piątek rano.
* *** * *** * *** * *** * *** * *** * *** * *** * ***
Poza tym minął już rok od powrotu z Danii. (I kolejny rok kalendarzowy). Analizując ten rok spojrzałam do swojego pamiętniczka i w notkach ze stycznia 2011 znalazłam m. in:
17/18 stycznia
"Jedyny mój to zaledwie kilka dni
A ja nie mieszczę łez zagryzam wargi
(...)
A te dni ciszy które, które dzielą nas
Podpowiadają mi złe obrazy
Muszę to przespać przeczekać, przeczekać
Trzeba mi
A jutro znowu pójdziemy nad rzekę"
(Hey "List")
21/22 stycznia
"Jeśli jesteś zraniony cały świat wydaje się beznadziejny"
23 stycznia
"Niech mi ktoś wskaże jeden powód żeby wstać jutro z łóżka".
Co tu dużo gadać: minął rok, a ja jestem w punkcie wyjścia.
-Pojadłam se.
* *** * *** * *** * *** * *** * *** * *** * *** * ***
Miało być tak pięknie, a wyszło jak zawsze.
* *** * *** * *** * *** * *** * *** * *** * *** * ***
Można żyć bez ludzi, których się kocha. Ale co jeśli zawodzi ostatnia osoba, do której miało się zaufanie?
* *** * *** * *** * *** * *** * *** * *** * *** * ***
Wizyta w pierwszym "kandydującym" mieszkaniu przełożona na piątek rano.
* *** * *** * *** * *** * *** * *** * *** * *** * ***
Poza tym minął już rok od powrotu z Danii. (I kolejny rok kalendarzowy). Analizując ten rok spojrzałam do swojego pamiętniczka i w notkach ze stycznia 2011 znalazłam m. in:
17/18 stycznia
"Jedyny mój to zaledwie kilka dni
A ja nie mieszczę łez zagryzam wargi
(...)
A te dni ciszy które, które dzielą nas
Podpowiadają mi złe obrazy
Muszę to przespać przeczekać, przeczekać
Trzeba mi
A jutro znowu pójdziemy nad rzekę"
(Hey "List")
21/22 stycznia
"Jeśli jesteś zraniony cały świat wydaje się beznadziejny"
23 stycznia
"Niech mi ktoś wskaże jeden powód żeby wstać jutro z łóżka".
Co tu dużo gadać: minął rok, a ja jestem w punkcie wyjścia.
wtorek, 20 grudnia 2011
Żeby się obudzić rano...
ks. J.Twardowki Żeby się obudzić rano
Żeby się obudzić rano
Doprowadzić włosy do opamiętania
umyć się i ubrać
postawić czajnik z gwizdkiem
odgarnąć z okna samotny deszcz
trzeba się oprzeć na tym co wymyka się jak mokry kamyk
na sekundzie której już nie ma
na myśli której nie sposób dotknąć
na sile ciążenia co oddala tego kogo się kocha
kochamy od razu dwie osoby niemożliwe do kochania
bo tę co za blisko i tę za daleko
i chyba nawet dlatego umieramy
żeby nas było widać i nie widać
Żeby się obudzić rano
Doprowadzić włosy do opamiętania
umyć się i ubrać
postawić czajnik z gwizdkiem
odgarnąć z okna samotny deszcz
trzeba się oprzeć na tym co wymyka się jak mokry kamyk
na sekundzie której już nie ma
na myśli której nie sposób dotknąć
na sile ciążenia co oddala tego kogo się kocha
kochamy od razu dwie osoby niemożliwe do kochania
bo tę co za blisko i tę za daleko
i chyba nawet dlatego umieramy
żeby nas było widać i nie widać
poniedziałek, 19 grudnia 2011
sobota, 17 grudnia 2011
piątek, 16 grudnia 2011
Dziś znalazłam ciekawy cytat. Będzie to kolejna notka wiejąca pesymizmem, ale w dalszym ciągu nie ma mi do śmiechu (dlatego bez skrupułów zamieszczę tu pesymistyczny cytat).
"Jeśli ktoś nie popełnia samobójstwa, nie znaczy, że wybrał życie. On tylko nie potrafi się zabić." (Ryūnosuke Akutagawa)
SSSSSSSs
sSSss
"Jeśli ktoś nie popełnia samobójstwa, nie znaczy, że wybrał życie. On tylko nie potrafi się zabić." (Ryūnosuke Akutagawa)
SSSSSSSs
sSSss
środa, 14 grudnia 2011
Nocne sufitmyśli.
No i zebrało mi się na nocne sufitmyśli.
Zamiast martwić się antropologią myślę, o tym jaka to jestem niedostępna dla świata, zamknięta itd
"Bo ty zawsze taka jesteś".
Życie nauczyło mnie, że trzeba liczyć na siebie.
I nie zbliżać się do innych, bo to kończy się zranieniem (o czym czasami niestety zapominam).
I wybaczcie, że nie rozmawiam z każdym napotkanym na przystanku człowiekiem, że nie jestem fajna, radosna, optymistyczna, charyzmatyczna, entuzjastyczna, inteligentna, uzdolniona i do tego w rozmiarze xs. Wybaczcie, że jestem po prostu sobą.
"Here is the border. Don't cross it".
http://www.youtube.com/watch?v=6Pc2A66m7Zg
Zamiast martwić się antropologią myślę, o tym jaka to jestem niedostępna dla świata, zamknięta itd
"Bo ty zawsze taka jesteś".
Życie nauczyło mnie, że trzeba liczyć na siebie.
I nie zbliżać się do innych, bo to kończy się zranieniem (o czym czasami niestety zapominam).
I wybaczcie, że nie rozmawiam z każdym napotkanym na przystanku człowiekiem, że nie jestem fajna, radosna, optymistyczna, charyzmatyczna, entuzjastyczna, inteligentna, uzdolniona i do tego w rozmiarze xs. Wybaczcie, że jestem po prostu sobą.
"Here is the border. Don't cross it".
http://www.youtube.com/watch?v=6Pc2A66m7Zg
czwartek, 8 grudnia 2011
:):):):):)(:
Radość, radość, radość w każdej postaci :):):)
Pan Bóg po raz kolejny "przechodzi' najśmielsze oczekiwania :):):)
A na dodatek: tomorrow- Bratislava :):):)
Czuję się, jakbym miała conajmniej zaawansowane ADHD, więc wcale nie zazdroszczę Irence & Vlado, że spędzą ze mną najbliższy weekend ;]
Pan Bóg po raz kolejny "przechodzi' najśmielsze oczekiwania :):):)
A na dodatek: tomorrow- Bratislava :):):)
Czuję się, jakbym miała conajmniej zaawansowane ADHD, więc wcale nie zazdroszczę Irence & Vlado, że spędzą ze mną najbliższy weekend ;]
czwartek, 1 grudnia 2011
:)
Dzisiaj był dobry dzień, więc trzeba go koniecznie utrwalić:):):)(: Od razu powiem, że cały jego urok polegał na tym, że poczułam wreszcie radość i aż się sama zdziwiłam, jak dawno nie czułam tego prostego, zwyczajnego uczucia (no po prostu niesamowite).
Początek dnia standardowy: ćwiczenia z maty, wykład ze środowiska i antropologia. No właśnie- ANTROPOLOGIA. Te zajęcia lepiej wyciąć z pamięci i zostać przy opcji pt."to był dobry dzień":)
Później kawa z Krupi:) Obie* zostałyśmy bez planów na sylwka, więc postanowiłyśmy, że "cokolwiek będzie" spędzamy go razem. I co najważniejsze- towarzyszyć nam musi wódka mandarynkowa :)(:
Ostatni punkt dnia to Seminarium Odnowy Wiary.
:)
Zostały nam jeszcze 2 tygodnie i chyba się nawet do tego przekonuję (podobno lepiej późno niż...:P)
Spotkałam dziś bliżej (chyba tak to można nazwać na potrzeby notki) moją animatorkę (po jakichś 6.tygodniach abstynencji od spotkań w grupie). No cóż....
A, i jeszcze zapomniałabym wspomnieć o krótkich wieczornych konwersacjach na ryjbuku z Julią z UK i z Pati z RE, które także dały mi ciepło,radość itd :D
Czuję silną potrzebę podziękowania wszystkim, którzy ze mną ten dzień spędzali: począwszy od drogich Koledżanek, które przebrnęły przez koszmar antropologii; przez Krupi, kończąc na ekipie, która się ze mną w Jadwiżce dziś modliła:):):)
A za 7 dni Bratysława!!!!!!!
* mówi się obie czy obydwie?
Początek dnia standardowy: ćwiczenia z maty, wykład ze środowiska i antropologia. No właśnie- ANTROPOLOGIA. Te zajęcia lepiej wyciąć z pamięci i zostać przy opcji pt."to był dobry dzień":)
Później kawa z Krupi:) Obie* zostałyśmy bez planów na sylwka, więc postanowiłyśmy, że "cokolwiek będzie" spędzamy go razem. I co najważniejsze- towarzyszyć nam musi wódka mandarynkowa :)(:
Ostatni punkt dnia to Seminarium Odnowy Wiary.
:)
Zostały nam jeszcze 2 tygodnie i chyba się nawet do tego przekonuję (podobno lepiej późno niż...:P)
Spotkałam dziś bliżej (chyba tak to można nazwać na potrzeby notki) moją animatorkę (po jakichś 6.tygodniach abstynencji od spotkań w grupie). No cóż....
A, i jeszcze zapomniałabym wspomnieć o krótkich wieczornych konwersacjach na ryjbuku z Julią z UK i z Pati z RE, które także dały mi ciepło,radość itd :D
Czuję silną potrzebę podziękowania wszystkim, którzy ze mną ten dzień spędzali: począwszy od drogich Koledżanek, które przebrnęły przez koszmar antropologii; przez Krupi, kończąc na ekipie, która się ze mną w Jadwiżce dziś modliła:):):)
A za 7 dni Bratysława!!!!!!!
* mówi się obie czy obydwie?
Subskrybuj:
Posty (Atom)