wtorek, 18 października 2011

No i się zaczęło...

Pewna bliska mi osoba założyła kolejnego bloga. I to był wystarczający impuls bym i ja po raz kolejny (trzeci już chyba?) spróbowała prowadzić swój internetowy "pamiętniczek';) Poprzednie upadały, z tej prostej przyczyny, że przerastała mnie obsługa blogów, ale skoro dziś (zupełnie nieprzypadkowo) zostałam administratorką pewnej strony (do której odwiedzania będę Was później z pewnością zachęcała) to czemu nie miałabym spróbować "powalczyć z blogiem". "A nuż tym razem się uda" :D

A teraz przejdę już do "notki właściwej":)

Minęły już niemal trzy tygodnie od powrotu na uczelnię. I wciąż żyjemy-"pomimo".
POMIMO utrzymującego się od trzech tygodniu chaosu i rozgardiaszu.
POMIMO zajęć z nadambitną pani Antropo, z którą  będziemy DYSKUTOWAĆ I WYRAŻAĆ OPINIE POPARTE WIEDZĄ Z LITERATURY (bo to bardzo ważne, żebyśmy dyskutowali i wyrażali swoje zdanie poparte wiedzą z literatury).
POMIMO nadambitnej pani Ch., która jest w stanie przełożyć zajęcia na najmniej odpowiadającą wszystkim godzinę, byleby tylko się odbyły.
POMIMO zajęć z nadambitną panią K., która budzi postrach i grozę, choć nie do końca wiadmomo dlaczego.
POMIMO zajęć z nadambitną M. M., która jest tak nadgorliwa, jakby od tego czy zdążymy przerobić materiał zależało conajmniej nasze Zbawienie.
POMIMO lektoratu z nadambitnym p. Szpanerskim, który sprawia wrażenie, jakby nie widział róznicy pomiędzy tym, czy znajdujemy się w grupie o poziomie A2 czy C2. I który "nie mówi po polsku, po czym słowo "poprzeczka"wymawia bez najmniejszego akcentu.
POMIMO krążącego widma egzaminu z legendarnym S. J, który opowiada dla siebie tylko zrozumiałe dowcipy.

Tak więc pomimo tego wszystkiego wciąż żyję, i powiedziałabym, że odczuwam to życie intensywnie. Bo do tego co powyżej dochodzą jeszcze rzeczy z kategorii inne:

  • bierzmowańcy (Zbuntowane Anielice okazały się na razie całkiem niezbuntowane)
  • SOW
  • Parafialna Grupa Studencka (zwana też Duszpasterstwem Akademickim, jak kto woli:P)
  • no i oczywiście praca w Salonie.
Jak to się stało, że dałam się w to wszystko wciągnąć?
(jak mi ktoś odpowie na to pytanie to dostanie... nie wiem co dostanie, ale coś wymyślę:P)


Być może na koniec tej ANALIZY (pozdro dla Ir) powinnam wymyśleć jakąś mądrą konkluzję, puentę (bądź coś), ale...bardzo rzadko robię to co powinnam :D

Zamiast konkluzji będzie więc piosenka, od której się ostatnio uzależniłam: (Gotye "Somebody that I used to know")
http://www.youtube.com/watch?v=8UVNT4wvIGY


Shrubratri (it means goodnight in hindi:))

1 komentarz:

  1. oczywiście kto, jak nie ja, napisze komentarz? ;) myślę że odpowiedź na Twoje pytanie jest właśnie taka: bo kto, jak nie Ty? posunę się do wnikliwej ANALIZY Ciebie :) otóż: osobowość bipolarna; niby aspołeczna, ale jak trzeba się w coś zaangażować to idziesz :) bo jest taka potrzeba, i to nie zewnętrzna, ale masz taki głos w sobie, który mówi "Sandra, jak Ty tam nie pójdziesz, to to spieprzą" :D i pewnie ten głos ma rację :) więc, nie spieprz tego! :D pozdrawiam :*
    ps. zastrzegam że analiza jest z przymrużeniem powieki oka :)

    OdpowiedzUsuń