Za każdym razem, gdy utwierdza się we mnie jakieś przekonanie, bądź też pojawia się złota myśl , muszę ją zapisać.
A impreza z przyjaciółmi P. jest idealną okazją, aby uzewnętrznić kilka złotych myśli :P
Na wczorajszo-dzisiejszej imprezie utwierdziło się we mnie silne przekonanie, które pojawiło się na imprezie poprzedniej: na tego-typu-imprezach naprawdę poznaje się ludzi. Można się zawieść na kimś bądź też miło "rozczarować".
***
Miłość niewzajemna.
***
Jeżeli istnieje jakiś powód, dla którego Ty, Panie posyłasz mnie do tego miejsca, to jest on tylko jeden. Więc nie zostawiaj mnie tam samej, proszę.
***
No i oczywiście niepojęte jest to, w jak niewielkim stopniu ci ludzie mnie znają. NO NIE POJĘTE JAK NIC. Ale jeszcze bardziej zadziwia mnie to, w jak niewielkim stopniu ja mam ochotę wyprowadzać ich z błędu.
sobota, 29 września 2012
poniedziałek, 3 września 2012
Poniedziałek, 3 września 2012
Dzisiaj, tak dla odmiany, będzie nieco bardziej pozytywnie:) Bo dzisiaj Sandrusia miała dobry dzień:) I to od początku do końca:)
Zacznijmy od tego, że się wyspałam:) I to tak porządnie! (I jutro też zamierzam:D)
Potem zadzwoniło Maleństwo, z pozytywną wieścią, że udało jej się załatwić dla mnie pewną niewygodną sprawę (naprawdę mniejsza tutaj o szczegóły:P).
Następnie spotkałam się z A., który sformatował i ogarnął moją pracę magisterską:)
A jeszcze później odbyło się spotkanie organizacyjne II edycji Kids Games (naprawdę strasznie się w to wkręciłam:P). Organizacja II edycji KG to okazja do tego, żeby częściej widywać się z M. (to jest jego stwierdzenie). Od jakiegoś czasu mam w sercu mieszane uczucia w stosunku do M. i do P. To wszystko klasyfikuje się póki co do kategorii "czas pokaże";D.
Zwieńczeniem dnia było sp, spotkanie z Irą & Vlado, którzy wrócili już na dłużej do Polski.
Dzisiejszy dzień jest absolutnym, ewidentnym dowodem na to, jak bardzo Pan Bóg dba o mnie poprzez ludzi, których mi daje. Często w momentach, gdy traciłam już tzw wszystko pozostawała mi tylko wiara (a tutaj wiadomo jak bywa), no i przyjaciele.
Dzisiaj, tak dla odmiany, będzie nieco bardziej pozytywnie:) Bo dzisiaj Sandrusia miała dobry dzień:) I to od początku do końca:)
Zacznijmy od tego, że się wyspałam:) I to tak porządnie! (I jutro też zamierzam:D)
Potem zadzwoniło Maleństwo, z pozytywną wieścią, że udało jej się załatwić dla mnie pewną niewygodną sprawę (naprawdę mniejsza tutaj o szczegóły:P).
Następnie spotkałam się z A., który sformatował i ogarnął moją pracę magisterską:)
A jeszcze później odbyło się spotkanie organizacyjne II edycji Kids Games (naprawdę strasznie się w to wkręciłam:P). Organizacja II edycji KG to okazja do tego, żeby częściej widywać się z M. (to jest jego stwierdzenie). Od jakiegoś czasu mam w sercu mieszane uczucia w stosunku do M. i do P. To wszystko klasyfikuje się póki co do kategorii "czas pokaże";D.
Zwieńczeniem dnia było sp, spotkanie z Irą & Vlado, którzy wrócili już na dłużej do Polski.
Dzisiejszy dzień jest absolutnym, ewidentnym dowodem na to, jak bardzo Pan Bóg dba o mnie poprzez ludzi, których mi daje. Często w momentach, gdy traciłam już tzw wszystko pozostawała mi tylko wiara (a tutaj wiadomo jak bywa), no i przyjaciele.
niedziela, 2 września 2012
Zaznaczam, że dziś piszę tego posta tylko po to, żeby wylać swoje troski.
Dziś jest 2 września.
Wrzesień. To znaczy, że został mi miesiąc na znalezienie dla siebie domu. Olejek radości z jakim wróciłam niespełna miesiąc temu z rekolekcji chyba przestaje działać a w jego miejsce pojawia się niepewność. Powinnam ufać, że Bóg da mi w ciągu tego miesiąca nowy dom. Niestety zamiast tego z każdym dniem niepokoję się coraz bardziej...Znów zastanawiam się dlaczego tak bardzo nie radzę sobie w życiu i w którym momencie popełniłam błąd...Mam wrażenie, że ostatnie 3 miesiące (podobnie jak Lanc Korona) były mi dane na chwilę. żebym odpoczęła, zregenerowała siły...Tylko że ja nie potrafię już wyobrazić sobie powrotu do poprzedniego mieszkania. Powtarzam sobie, że "nic mi nie będzie", ale nie jestem specjalnie przekonująca.
Chciałabym zamieszkać u D., miałabym przynajmniej pewność, że jestem w domu zaufanej osoby. Ale nie mogę się narzucać.
Dziś jest 2 września.
Wrzesień. To znaczy, że został mi miesiąc na znalezienie dla siebie domu. Olejek radości z jakim wróciłam niespełna miesiąc temu z rekolekcji chyba przestaje działać a w jego miejsce pojawia się niepewność. Powinnam ufać, że Bóg da mi w ciągu tego miesiąca nowy dom. Niestety zamiast tego z każdym dniem niepokoję się coraz bardziej...Znów zastanawiam się dlaczego tak bardzo nie radzę sobie w życiu i w którym momencie popełniłam błąd...Mam wrażenie, że ostatnie 3 miesiące (podobnie jak Lanc Korona) były mi dane na chwilę. żebym odpoczęła, zregenerowała siły...Tylko że ja nie potrafię już wyobrazić sobie powrotu do poprzedniego mieszkania. Powtarzam sobie, że "nic mi nie będzie", ale nie jestem specjalnie przekonująca.
Chciałabym zamieszkać u D., miałabym przynajmniej pewność, że jestem w domu zaufanej osoby. Ale nie mogę się narzucać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)