wtorek, 28 lutego 2012

poznaję ciebie bo masz swe humory
niebo obok czyśćca a piekło od zaraz
i ty mnie zauważasz bo mam krzywe serce
to znaczy wiele uczuć które mnie prowadzą

błądzimy grzeszymy 
i trzaskamy drzwiami
gdy wady nam uciekną
to się nie poznamy

(ks. J.Twardowski, Poznaję) 


* * * 

I jeszcze nasunęło mi się takie pojęcie substytutu życia . Chyba na to choruję.Ale o tym innym razem.

niedziela, 26 lutego 2012

Postanowienia.

Nadszedł Wielki Post,  najwyższy więc czas, żeby się ogarnąć i zrobić wreszcie POSTANOWIENIA NOWOROCZNE :D Będąc u Irenki przez 3 dni wpatrywałam się w postanowienia zawieszone na jej szafie, a że część z nich była całkiem fajna, to pozwolę sobie je "odgapić" :D Soł...

IN 2012 I WILL:
PRAY MORE,
TRUST MORE,
STUDY MORE,
READ MORE BOOKS,
EAT HEALTHIER,
LOVE MYSELF MORE,
CARE ABOUT MY HEALTH MORE,
CARE LESS WHAT PEOPLE THINK,
CARE MORE ABOUT FRIENDS,
BE MORE COURAGEOUS,
BE MORE EASY-GOING,
LOVE MORE!


LIVE LIKE THERE IS NO TOMORROW.


Ps. Postanowienia adwento....yyy...wielkopostne też oczywiście są xD

sobota, 25 lutego 2012

Boredoooooom

Pierwszy weekend bez Rezerwatu i Sandra już się nudzi. Przejrzała 242354467655 stron demotywatorów, 6578093545 stron bestów, 4665877690999 stron kwejka, kilka filmów i kilka kabaretów i już nie wie co ma z sobą począć :D Napisałaby nawet pracę magisterską, ale książek ni ma. Więc siedzi, prowadzi dyskusje na gadu i tęskni.

czwartek, 16 lutego 2012

Speeddating, czyli kolejna notka z dedykacją dla Jelonka.

No i poszłyśmy na ten speeddating. I nawet całkiem fajnie było. Można było poznać wielu ludzi, przyjemnych, DZIWNYCH, ZABAWNYCH:D Książąt z bajki niestety nie było.
Ze statystyk:
1. Najczęściej pojawiające się tematy rozmów:
  • aktualne zajęcia (studia, praca)
  • aspiracje i plany na przyszłość
  • zainteresowania
  • psy! (czy ja wyglądam na dogofila albo coś???)
2. Najczęściej padające pytania:
  • Pedagogika czy psychologia?
  • Jakie czytasz książki? 
  • Jakie oglądasz filmy?
  • Jakiej muzyki słuchasz?
  • Co lubisz robić (jakie masz zainteresowania)?
  • Lubisz psy/ masz psa?
  • Dlaczego tu przyszłaś/eś?
3. Ciekawsze i nietypowe pytania:
  • Najbardziej szalona rzecz jaką zrobiłaś/eś
  • Jaka jest pierwsza rzecz, którą robisz po powrocie do domu? (zdejmuję buty!)
4.Inne ciekawostki:
  • Najczęściej padające hasło: "ooo, to lubisz dzieci"
  • Dwie osoby zapytały o miejsce zamieszkania
  • Jedna osoba zapytała czy jestem wierząca i praktykująca
  • Jeden kolega w ogóle o nic nie pytał, opowiadał tylko wszystkim po kolei o tym co dzisiaj robił
  • Z bardzo istotnych faktów zapamiętałam, że jeden kolega zajmuje się jogą i innymi rzeczami związanymi z Bliskim Wschodem, drugi gra na skrzypcach, a jeszcze inny ma 4 labradory (w tym 3 czarne).
W ten oto sposób poznałam 22 mężczyzn, których można wykreślić z listy potencjalnych kandydatów na męża.

Co by Ci tu jeszcze Jelonku powiedzieć? Miło było i tyle.
Shrubratri.

wtorek, 14 lutego 2012

W ostatnich dniach wszystko wróciło do normy. Wróciła też bezsenność, a wraz z nią nocne sufit myśli. Tym razem w temacie radości, a właściwie jej braku...Generalnie głupio mi o tym pisać, ale liczę na to, że jak sie wygadam tutaj, to może mi przejdą sufit-myśli albo coś...
Powiedziano mi, że otrzymam DAR RADOŚCI.
I sama to bardzo mocno poczułam. Byłam absolutnie pewna, że tak właśnie się stanie. Że w moim życiu zapanuje radość. I zaraz po tym wszystko w moim życiu zaczęło się walić.Z radością nie mam wiele wspólnego i nie sądzę bym w jakikolwiek sposób posiadała ów dar. Oczywiście, można pod to podciągnąć teorie, że Pan Bóg mnie sprawdza itd. ale przecież On wie, ile jestem w stanie znieść itd. Wie, że część rzeczy w moim życiu jest przegrana, i tu już nie ma nawet o co się szarpać. Można też powiedzieć, że może potrzeba na to więcej czasu. Ale tu z kolei pojawia się pytanie: ile? Bo jak długo można tak żyć? (czym? nadzieją?) I najbardziej mnie gryzie to, że nie potrafię tego pojąć. Że "jak to możliwe, że "miała być radość", a nie ma jej z żadnej strony, a już na pewno nie ma jej we mnie". Przecież nie powinnam czuć się oszukana, bo "błąd" zapewne tkwi gdzieś we mnie.
No nie pojmuję tego jak nic.

środa, 8 lutego 2012

Bratislava story.

Tym razem postanowiłam spisać dla potomnych wrażenia z pobytu w pięknej Bratysławce:) Soł....

Bratislava, day 1. (5.02.2012)

Podróż polskimbusem upłynęła szybko i mniej stresowo niż poprzednim razem. W zasadzie najbardziej stresujący był sam moment wejścia do busa w Katowicach, później już poszło "gładko". Muszę wspomnieć, że toaleta w busie została zamknięta "z okazji niskiej temperatury". No tak, każda "okazja" żeby zamknąć toaletę jest dobra :P Z autobusovej stanicy musiałam SAMA dojechać na Halovą, gdzie na przystanku odebrała mnie już Ira. Wieczorem przyszedł Vladko (z materacem do spania:)). A na koniec dnia film: "500 days od Summer"- przyjemny, chociaż bez szału.
 
Bratislava, day 2. (6.02.2012)

Rano odbyliśmy z Vladem trasę na Dubravkę (która żyje własnym życiem, nawet pogodę ludzie mają tam własną, czyt. inną niż w pozostałej części Bratysławy). Pojechaliśmy tam po to, żebym następnego dnia trafiła tam bez problemu sama. Wróciliśmy na obiad: Irenka przygotowała dla nas pyszne czosnkowe fileciki z kurczaka:))). Popołudnie spędziłyśmy na graniu w scrabble (uważam, że powinniśmy do słownika wprowadzić słowa typu yhm:P), w wisielca (kategoria: Cytaty sławnych ludzi. Hasło: Ugotowałem zupę. Paulo Coelho:D), a nawet w ambitne kółko i krzyżyk:P Następnym punktem dnia był wypad z Vladem na miasto.Spacer i wizyta w pubie, którego nazwy już niestety nie pamiętam (i loksza* makowa...mmm...niebo w gębie:))). Wieczorem obejrzałyśmy z Irą "The kids are all right"- godne obejrzenia, polecam:)
 
Bratislava, day 3. (7.02.2012)

Rano wizyta z Irą u lekarza. A po południu wizyta w angielskim przedszkolu. Co by tu powiedzieć? Przejechałam pół świata i jeszcze pół Bratysławy a pani dyrektor znalazła dla mnie...aż 15 min. She is very busy. Generalnie nie dowiedziałam się niczego nowego, poza tym, że mogę zapomnieć o jakimkolwiek wsparciu finansowym z ich strony....
 
Podsumowanie i refleksje:]

Bardzo, bardzo się cieszę z odbytej wizyty:) Nawet bardziej niż poprzednim razem;) Oczywiście w grudniu też było super, ale mimo wszystko różne dziwne rzeczy trzymały wtedy my mind at Poland. A tym razem byłam w Bratysławce ciałem, sercem i duszą:)) Bardzo potrzebowałam tych kilku chwil spokoju. Cieszenia się zwykłymi rzeczami takimi jak gra w wisielca czy oglądanie filmu:D No i przy okazji ogrzałam się trochę, bo na Słowacji jest kilka stopni więcej niż u nas:)))
Powroty do domu są zawsze smutne. Jak to mówi stare polskie porzekadło: Wszędzie dobrze, byle nie w domu...
Co do praktyki- nie wiem, nie wiem, nie wiem co z tym zrobić:( Wyjazd bez zabezpieczenia finansowego nie byłby rozsądny. Z drugiej strony wyjeżdżając do Danii też nie byłam jakoś specjalnie zabezpieczona i stwierdziłam, że taka rzecz mnie nie powstrzyma. Oczywiście, że mogłabym znaleźć pracę na Słowacji, tylko żeby to nie skończyło się tak, jak szukanie pracy w Danii...Poza tym nie wiadomo nawet czy wydział mnie wypuści. Dziś nie mam już sił, żeby to analizować, pomyślę nad tym jutro, będę miała na to dobrych kilka godzin w pracy.
Poza tym doszłam do tego, że mogłabym wyliczyć dni bądź okresy, w których naprawdę ŻYŁAM. Cała reszta to kategoria: Wstać- Przeżyć ten dzień- Iść spać.
Kwadrans w domu wystarczył, żebym przeszła z opcji "życie nawet nie jest takie złe" na "I don't want to live any more"...A najgorsze jest to, że czuję totalną bezdradność..Nie potrafię cieszyć się życiem, nie potrafię zrobić z nim niczego. I nawet nie wiem kogo mam za to winić...

Miałam zrobić listę postanowień noworocznych, ale to może jak będę miała lepszy dzień.


 *loksza- naleśniki z ciasta ziemniaczanego, które można jeść solo lub nadziewane

czwartek, 2 lutego 2012

An expediotion to Warsaw, czyli o tym jak Ślązaczki przyjechały w marynkarkach

Pobudka: 3:30. Tylko raz i nigdy więcej.
4:00- wyjście z domu, 4:30- tramwaj. Na dobry początek tramwaj utknął  korku (jak to się stało, że o 5 rano zrobił się "korek tramwajowy"???). Dzięki Bogu dotarłam na czas na pociąg i mogłyśmy wyruszyć w podróż do wielkiego miasta.
Początek podróży niczego sobie, zaserwowali nam nawet darmową kawę (nie ma to jak pociąg dla VIPów:D). Niestety sielanka nie trwała długo w "pewnym momencie" usłyszałyśmy komunikat, że LOKOMOTYWA SIĘ ZEPSUŁA. NAPRAWA POTRWA OKOŁO GODZINY. Troskliwa pani konduktorka powiedziała, że na drugich torach będzie nas wymijał drugi pociąg do Warszawy ("który już rusza, więc jeśli chcecie się przesiąść to zróbcie to szybko"). "Chciałyśmy się przesiąść", wysiadam już z pociągu a tu...dookoła łyse pola (kamieniste) i dwumetrowa przepaść pod nami. Skacząc w tę przepaść czułam się jak dziewczyna Bonda (tyle, że bez Bonda). Dobiegłyśmy do pociągu, którym dotarłyśmy na dworzec Wa-wa Centralna. Pierwsze wrażenie: "jakie tu wszystko jest duże". Nie było czasu na rozglądanie się, trzeba było szybko znaleźć metro. Biegniemy więc do metra, biegniemy, biegniemy a  tu...barierki. Wszyscy ludzie przechodzą przeciągając przez czytnik przy barierkach jakieś magiczne karty bądź bilety, a my utknęłyśmy. Nie byłabym sobą, gdybym nie spróbowała "pomimo wszystko po prostu przejść". Podeszłam do barierek, przyłożyłam nawet torbę do "czytnika na torby", ale Sezam się nie otworzył. W tym miejscu muszę pozdrowić Kasię, która do teraz pewnie płacze ze śmiechu na to wspomnienie:D Musiałam się poddać, kupiłyśmy magiczne bilety otwierające barierki, podjechałyśmy kilka przystanków metrem, kolejne kilka autobusem, później jeszcze tylko obeszłyśmy wszystkie wydziały Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego (w końcu trzeba było pozwiedzać, no nie Kasiu?) i już byłyśmy na miejscu (tzn w Auli Kryształowej SGGW). Siedem i pół godzin szkolenia i powrót: autobus- barierki- metro-barierki-pociąg-tramwaj-łóżko. A co do szkolenia: muszę wspomnieć, że jako jedyne byłyśmy ubrane "oficjalnie"(koleżanka siedząca obok nas miała na sobie spodnie z piżamy,a przynajmniej coś co na to wyglądało). Śląsk może być dumny ze swych reprezentantek :D Wróciłam o 1 w nocy, padnięta, zamarznięta (wyższy stopień od pojęcia zmarznięta) i zakatarzona.