Dzisiaj był dobry dzień, więc trzeba go koniecznie utrwalić:):):)(: Od razu powiem, że cały jego urok polegał na tym, że poczułam wreszcie radość i aż się sama zdziwiłam, jak dawno nie czułam tego prostego, zwyczajnego uczucia (no po prostu niesamowite).
Początek dnia standardowy: ćwiczenia z maty, wykład ze środowiska i antropologia. No właśnie- ANTROPOLOGIA. Te zajęcia lepiej wyciąć z pamięci i zostać przy opcji pt."to był dobry dzień":)
Później kawa z Krupi:) Obie* zostałyśmy bez planów na sylwka, więc postanowiłyśmy, że "cokolwiek będzie" spędzamy go razem. I co najważniejsze- towarzyszyć nam musi wódka mandarynkowa :)(:
Ostatni punkt dnia to Seminarium Odnowy Wiary.
:)
Zostały nam jeszcze 2 tygodnie i chyba się nawet do tego przekonuję (podobno lepiej późno niż...:P)
Spotkałam dziś bliżej (chyba tak to można nazwać na potrzeby notki) moją animatorkę (po jakichś 6.tygodniach abstynencji od spotkań w grupie). No cóż....
A, i jeszcze zapomniałabym wspomnieć o krótkich wieczornych konwersacjach na ryjbuku z Julią z UK i z Pati z RE, które także dały mi ciepło,radość itd :D
Czuję silną potrzebę podziękowania wszystkim, którzy ze mną ten dzień spędzali: począwszy od drogich Koledżanek, które przebrnęły przez koszmar antropologii; przez Krupi, kończąc na ekipie, która się ze mną w Jadwiżce dziś modliła:):):)
A za 7 dni Bratysława!!!!!!!
* mówi się obie czy obydwie?
gdyby przy przedostatnim zdaniu można było kliknąć "lubię to!" zrobiłabym to bez wahania! mamy superplany na ów weekend :)
OdpowiedzUsuńpisze się obie, z tego co mi się wydaje (zdaje?) ;)
ja tymczasem leżę w łóżku i wypacam przeziębienie żeby nie paść całkiem i nie popsuć nam przyszłego weekendu. do zobaczenia!