Już PRAWIE WIEKI minęły odkąd pisałam o tym co u mnie. 10 października pisałam: "Boti <3<3<3 Uwielbiam. I mam nadzieję, że ten stan nie ulegnie zmianie". Hmm...:P Dziś, półtorej miesiąca później powiedziałabym raczej: "Boti. Lubię swoją pracę i za nic świecie nie chciałabym wracać do poprzedniego miejsca, niemniej spędzanie w niej 5x11 godzin w tygodniu nie wpływa korzystnie na...właściwie na nic nie wpływa korzystnie:P". Dziś jedna z klientek powiedziała, że mam OKROPNE STOPY (miałam założone baleriny).. Powiedziałam jej, żeby spróbowała pracować na stojąco kilka dni w tygodniu w dużej ilości godzin, to też takie będzie miała (od razu zmieniłam buty na nieśmiertelne trampki). Inna wróciła się do naszego sklepu tylko po to, żeby oburzyć się na mnie, że nie zwróciłam jej uwagi, że ma plamę na płaszczu. I jak ja mam być zdrowa psychicznie?
W dalszym ciągu czytam (to znaczy, że wytrwałam w tym aż półtorej miesiąca! :D). Postanowiłam "wzbić się na wyżyny literatury polskiej:P" i dla odmiany sięgnąć po naszych autorów (innych niż Szymborska i Twardowski;P). Na początek wypożyczyłam popularnych ostatnio pisarzy- Romę Ligocką i Jerzego Pilcha.
W dalszym ciągu SŁUCHAM (ostatnimi czasy przede wszystkim hitów ABBY, Backstreet-boysów, i innych hitów lata 1999 :P - zgadnijcie dlaczego?). "Tak się składa", że na chwilę odstawiłam na bok dorobek starej dobrej ciotki Edyty.
Poza tym w domu nastała CISZA. M. zamknął się w swojej samotni, chyba przestał mnie lubić.