Zaznaczam, że dziś piszę tego posta tylko po to, żeby wylać swoje troski.
Dziś jest 2 września.
Wrzesień. To znaczy, że został mi miesiąc na znalezienie dla siebie domu. Olejek radości z jakim wróciłam niespełna miesiąc temu z rekolekcji chyba przestaje działać a w jego miejsce pojawia się niepewność. Powinnam ufać, że Bóg da mi w ciągu tego miesiąca nowy dom. Niestety zamiast tego z każdym dniem niepokoję się coraz bardziej...Znów zastanawiam się dlaczego tak bardzo nie radzę sobie w życiu i w którym momencie popełniłam błąd...Mam wrażenie, że ostatnie 3 miesiące (podobnie jak Lanc Korona) były mi dane na chwilę. żebym odpoczęła, zregenerowała siły...Tylko że ja nie potrafię już wyobrazić sobie powrotu do poprzedniego mieszkania. Powtarzam sobie, że "nic mi nie będzie", ale nie jestem specjalnie przekonująca.
Chciałabym zamieszkać u D., miałabym przynajmniej pewność, że jestem w domu zaufanej osoby. Ale nie mogę się narzucać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz