Kolejny post z cyklu postów o niczym. Tym razem "nic" oznacza samotność. Skrajną, rozpaczliwą.
Na samotność się nie umiera
nie jest to choroba śmiertelna
A szkoda - byłoby łatwiej.
Tysiące singli od wieków szukają lekarstwa na tę przypadłość:
randki w ciemno,
szybkie randki,
konta na portalach społecznościowych
- nic nie pomaga.
Jedni skrupulatnie układają biznesplan na życie,
inni oszczędzają na lokatach koniecznie wysokooprocentowanych,
wszyscy starają się odkryć w sobie talenty,
rozwijać pasje (uprawianie sportu jest zawsze mile widziane, trzeba przecież dbać o aparycję bo a nuż-ktoś-mnie-w-końcu-zauważy),
kino, muzeum, okazyjnie teatr (w garniturze skrojonym na miarę),
nauka tańca albo fińskiego.
Mijają się na schodach,
stoją ramię-w-ramię w windzie,
wymieniają uprzejme "dzień dobry- do widzenia",
nie patrząc przy tym w oczy.
I tylko nocą zaciskają zęby,
połykają łzy,
zasypiają otuleni polarem utkanym z utraconych marzeń.
<3
OdpowiedzUsuń