środa, 8 lutego 2012

Bratislava story.

Tym razem postanowiłam spisać dla potomnych wrażenia z pobytu w pięknej Bratysławce:) Soł....

Bratislava, day 1. (5.02.2012)

Podróż polskimbusem upłynęła szybko i mniej stresowo niż poprzednim razem. W zasadzie najbardziej stresujący był sam moment wejścia do busa w Katowicach, później już poszło "gładko". Muszę wspomnieć, że toaleta w busie została zamknięta "z okazji niskiej temperatury". No tak, każda "okazja" żeby zamknąć toaletę jest dobra :P Z autobusovej stanicy musiałam SAMA dojechać na Halovą, gdzie na przystanku odebrała mnie już Ira. Wieczorem przyszedł Vladko (z materacem do spania:)). A na koniec dnia film: "500 days od Summer"- przyjemny, chociaż bez szału.
 
Bratislava, day 2. (6.02.2012)

Rano odbyliśmy z Vladem trasę na Dubravkę (która żyje własnym życiem, nawet pogodę ludzie mają tam własną, czyt. inną niż w pozostałej części Bratysławy). Pojechaliśmy tam po to, żebym następnego dnia trafiła tam bez problemu sama. Wróciliśmy na obiad: Irenka przygotowała dla nas pyszne czosnkowe fileciki z kurczaka:))). Popołudnie spędziłyśmy na graniu w scrabble (uważam, że powinniśmy do słownika wprowadzić słowa typu yhm:P), w wisielca (kategoria: Cytaty sławnych ludzi. Hasło: Ugotowałem zupę. Paulo Coelho:D), a nawet w ambitne kółko i krzyżyk:P Następnym punktem dnia był wypad z Vladem na miasto.Spacer i wizyta w pubie, którego nazwy już niestety nie pamiętam (i loksza* makowa...mmm...niebo w gębie:))). Wieczorem obejrzałyśmy z Irą "The kids are all right"- godne obejrzenia, polecam:)
 
Bratislava, day 3. (7.02.2012)

Rano wizyta z Irą u lekarza. A po południu wizyta w angielskim przedszkolu. Co by tu powiedzieć? Przejechałam pół świata i jeszcze pół Bratysławy a pani dyrektor znalazła dla mnie...aż 15 min. She is very busy. Generalnie nie dowiedziałam się niczego nowego, poza tym, że mogę zapomnieć o jakimkolwiek wsparciu finansowym z ich strony....
 
Podsumowanie i refleksje:]

Bardzo, bardzo się cieszę z odbytej wizyty:) Nawet bardziej niż poprzednim razem;) Oczywiście w grudniu też było super, ale mimo wszystko różne dziwne rzeczy trzymały wtedy my mind at Poland. A tym razem byłam w Bratysławce ciałem, sercem i duszą:)) Bardzo potrzebowałam tych kilku chwil spokoju. Cieszenia się zwykłymi rzeczami takimi jak gra w wisielca czy oglądanie filmu:D No i przy okazji ogrzałam się trochę, bo na Słowacji jest kilka stopni więcej niż u nas:)))
Powroty do domu są zawsze smutne. Jak to mówi stare polskie porzekadło: Wszędzie dobrze, byle nie w domu...
Co do praktyki- nie wiem, nie wiem, nie wiem co z tym zrobić:( Wyjazd bez zabezpieczenia finansowego nie byłby rozsądny. Z drugiej strony wyjeżdżając do Danii też nie byłam jakoś specjalnie zabezpieczona i stwierdziłam, że taka rzecz mnie nie powstrzyma. Oczywiście, że mogłabym znaleźć pracę na Słowacji, tylko żeby to nie skończyło się tak, jak szukanie pracy w Danii...Poza tym nie wiadomo nawet czy wydział mnie wypuści. Dziś nie mam już sił, żeby to analizować, pomyślę nad tym jutro, będę miała na to dobrych kilka godzin w pracy.
Poza tym doszłam do tego, że mogłabym wyliczyć dni bądź okresy, w których naprawdę ŻYŁAM. Cała reszta to kategoria: Wstać- Przeżyć ten dzień- Iść spać.
Kwadrans w domu wystarczył, żebym przeszła z opcji "życie nawet nie jest takie złe" na "I don't want to live any more"...A najgorsze jest to, że czuję totalną bezdradność..Nie potrafię cieszyć się życiem, nie potrafię zrobić z nim niczego. I nawet nie wiem kogo mam za to winić...

Miałam zrobić listę postanowień noworocznych, ale to może jak będę miała lepszy dzień.


 *loksza- naleśniki z ciasta ziemniaczanego, które można jeść solo lub nadziewane

1 komentarz:

  1. :) pominęłaś fakt, że zostałaś okrzyknięta Mistrzem Słów Trzyliterowych :P ale rozumiem, że nie jest to specjalny powód do dumy :P cal, cale, pet, yhm :P
    a na podsumowanie: NIE MARUDŹ! :) (pamiętasz jak nie znosiłaś kiedy mówiłam Ci "nie peniaj"? :D)

    OdpowiedzUsuń