Dawno nic nie pisałam, więc postanowiłam krótko podzielić się z Wami tym co u mnie. A o oto czym żyję ostatnio:
W kategorii"studia": Sesja, sesyja, która ssie, wysysa życie z biednych studentów dwa razy w roku na szczęście w większej mierze jest już za mną. Egzamin z "ojcostwa, starości i dzieciństwa"zdany, zostało więc tylko zaliczenie seminarium - przedmiotu, do którego stosunek mam (jak to trafnie określił kolega) "żaden" (trudno więc się dziwić, że to zaliczenie to neverending story). Optymizmem napawa natomiast plan zajęć w nowym semestrze. Mówiąc najprościej: będziemy czasami pojawiać się na wydziale:D
W kategorii "praca": Praca ssie i wysysa życie tysiąc razy bardziej niż jakakolwiek sesja. Jest ciężko, a mój grafik klasyfikuje się do kategorii "ostra wytrzymałościówka". Ale muszę wytrzymać. Trzymam się kurczowo, zapewnień Bożych, że:"On dodaje mocy zmęczonemu
i pomnaża siły omdlałego. Chłopcy się męczą i nużą,
chwieją się słabnąc młodzieńcy, lecz ci, co zaufali Panu, odzyskują siły,
otrzymują skrzydła jak orły:
biegną bez zmęczenia,
bez znużenia idą" (Iz40, 29-31). Musi być dobrze. Musi.
W kategorii "imprezy": W ostatnim czasie byłam na dwóch imprezach, chociaż tym pojęciem powinnam właściwie określić tylko i wyłącznie pierwszą z nich;P W zeszłą sobotę zorganizowałyśmy z M. i z Orzeszkiem bal przebierańców w Pobudce. Organizacja na piątkę z plusem: ciasta, sałatki, procenty i wypasiony dancefloor. I tylko jeden drobny detal: żadna z zaproszonych przeze mnie i przez M. osób nie przyszła. "Bo sesja, bo inna impreza, bo chora babcia". Spędziłam więc noc w towarzystwie obcej ekipy... Sprawozdanie z drugiej "imprezy" jest natomiast następujące: (parafrazuję tutaj Irę, Ir- nie obraź się, że Cię bezprawnie cytuję :D): "Radosna jak wiosna wybrałam się z Irą na disko potańczyć. Nie było żadnego disko. Nie było tańczenia. Był
miód pitny w czajowni Teoria i nielegalna cola z wiśniówką".
Najfajniejszy fail miesiąca ;)"
W kategorii "relacje": Powinnam pominąć tą kategorię milczeniem.;/Dalej biegam za P., pomimo silnego postanowienia "zobojętnienia". Łatwiej byłoby gdybyśmy się nie widywali, bo gdy się widzimy jego zachowanie w dalszym ciągu jest dwojakie. I krzyczę po sobie, że dla własnego dobra powinnam "zobojętnieć". A serce głupie nic a nic się nie słucha.
Przypomniała mi się ostatnio piosenka:
http://www.youtube.com/watch?v=dN3GbF9Bx6E
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz