26 listopada, godz. 20:30, 11. dzień w szpitalu
Jestem w szpitalu od 11 dni i z każdym dniem mam większą depresję. Lekarze twierdzą, że do końca tygodnia nie wyjdę, ale ja ufam, że Pan Jezus W KOŃCU:P postawi mnie na nogi, i że mimo wszystko wyjdę przed końcem tygodnia. Trzymam się tylko dzięki miłości mamy, babci i przyjaciół, którzy poświęcają cenny czas na wizyty u mnie. Najwierniejsi trwają przy mnie dzielni.
Mama z babcią, które się martwią.
Magdy, Martuka i Wiola, które przychodzą pomimo braku czasu.
Loczek, który wspiera mnie "na odległość".
Ira, która przychodzi, żeby mnie powkurzać.
Kaja, która przynosi zupki i stara się pobić rekord świata w częstotliwości odwiedzin u mnie.
M. K., który niedługo będzie konkurował z Kają w wyżej wymienionej dyscyplinie.
Aga C. i Asia, które przychodzą na okienkach.
M. K., który pisze, dzwoni i nawet pokusił się, żeby wpaść na chwilę.
Był też P., ale o tym musiałabym napisać jakis esej (pozdrowienia dla Irenki:P). Chciał przyjść znów, ale się przeziębił. Było mi ciężko, ale chyba "się zbieram". Czas najwyższy.
Jeśli chodzi o znajomych z pracy to pierwsza odezwała się do mnie A.S:D Najwierniejsza :D Miczka przyszła :) Ale najbardziej pozytywnym zaskoczeniem okazał się M. K. Jego odwiedziny sprawiły mi ogromną radość:D:) Okazał się dobrym kolegą. No i zachwycił panie leżące ze mną na sali, które nie mogą odżałować, że jest "tylko kolegą z pracy":D P. też się dziś odezwała, rozmawiałyśmy dość neutralnie. Z pozostałych z ekipy nikt się nie odezwał. Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie...Chyba wolałabym nie przekonywać się w ten sposób o prawdziwości tego przysłowia.
A w czwartek była u mnie O. S z G. i ks. Szymonem . Pomodlili się za mnie i namaścili mnie. Bardzo wzruszyło mnie to, że pamiętają o mnie.
Fizycznie czuję się już lepiej. Przestałam gorączkować, wrócił mi głos, kaszel jest wprawdzie wciąż uciążliwy, ale też już troszkę mniej. Najgorsze są noce, mam straszny problem z zasypianiem. Nigdy nie sądziłam, że noce mogą być takim koszmarem. Jezu, ufam, że w końcu to ogarniesz. Jezu, nie możesz zawieść. Poprosiłam dziś Pana Jezusa o Słowo, jakieś pocieszenie czy cokolwiek i wskazał mi jedno: uwielbienie. Czemu mnie to nie dziwi:D
27 listopada, wtorek, 14:30, 12. dzień w szpitalu
Czytam Księgę Hioba.
/Hi 1, 20/: "Dał Pan i zabrał Pan".
/Hi 2, 10/: "Dobro przyjęliśmy z ręki Boga. Czemu zła przyjąć nie możemy?".
/Hi 5, 19/: "On zrani, On także uleczy".
/Hi 7, 3-4/:"(...) przeznaczono mi noce udręki. Położę się, mówiąc do siebie: Kiedyż zaświta i wstanę? Lecz noc wiecznością się staje i boleść mną targa do zmroku". No jak w pysk strzelił.
22:22
/ Hi 7, 3-4/. Jak w pysk strzelił.
28 listopada, środa, 15:30, 13, dzień w szpitalu
Jednak noc nie była najgorsza. To dobrze, bo gdybym znów nie spała chybabym umarła. Poza tym pan ordynator dał mi dziś ogromną nadzieję, mówiąc, że jeśli wyniki zdjęć rentgenowskich będą ok, wyjdę do domu przed weekendem. Żyję już tylko tą nadzieją, i chyba umrę, jeśli będę musiała zostać tu kolejne dni. Panie Jezu, błagam, nie zawiedź! Udowodnij tym paniom, które przewidują mi dłuuugi pobyt w szpitalu, że Ty jesteś Bogiem Cudów!
20:05
Lekarze nie są zgodni co do tego, czy wypuszczać mnie do domu, czy jeszcze nie. Ordynator chętnie już by mnie wypisał, ale lekarki są nieprzekonane. Wyników zdjęć nadal nie ma. Humor mi siadł.
21:05
Dzwoniła Miczka. Rozmawiałyśmy równą godzinę. Muszę wrócić do Re zaprowadzić porządek :P Poza tym tęsknie już.
22:05
Nie wiem co się dzieje, ale boję się. Potrzebuję kogoś, kto zapewni mnie, że jestem bezpieczna.
30 listopada, 10:45, piątek, 15. dzień w szpitalu
Jeszcze tylko troszeczkę. Tylko chwilę. Już niedługo. Lekarze zdecydowali, że wypuszczą mnie w poniedziałek. 3 dni, które mi pozostały wydają się wiecznością. Wczoraj były u mnie mama z babcią, Kaja, Madzia L. i Miczka. Szalenie się ucieszyłam, zwłaszcza z wizyty tej ostatniej. A poza tym nic nowego pod słońcem: tęsknię, tęsknię, tęsknię!:(
1 grudnia, sobota, 16. dzień w szpitalu, 21:00
/Syr 2, 1-6/
***
Today, 3 grudnia, poniedziałek, 22:00
Długo wyczekiwany dzień:) Strasznie się cieszę, z powrotu do domu, do własnego łóżka:):):):):)
Wszystko byłoby absolutnie fantastycznie, gdyby nie to, że nie radzę sobie z relacją z P. i P.
Ciemność. Potrzebuję Światła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz