Czuję się ostatnio jakby siedziała we mnie mała Sanderka. Przejawia się to między innymi tym, że bardzo, ale to bardzo boję się zbliżyć do ludzi, bo po prostu, najzwyczajniej w świecie, nie wiem komu mogę ufać. Dzieje się tak za każdym razem, kiedy do kogoś się zbliżam. Kiedy się otwieram to włącza mi się taki czujnik, który sygnalizuje: Stop. Ani kroku dalej. Nie podchodź, bo on/ona cię skrzywdzi. Nie mów zbyt wiele o sobie, bo on/ona to wykorzysta przeciwko tobie. I wtedy mała Sandra radzi dużej Sandrze, żeby ta się wycofała. Oczywiście, że to jest "normalne", że ludzie chcący bądź niechcący się ranią. I Sandra wie o tym, i nie chodzi jej o to, żeby nikt jej nigdy nie zranił (wie, że to jest nierealne marzenie). Raczej chodzi o to, żeby mała Sandra nie przejmowała kontroli nad dużą Sandrą.
Innym problemem z kategorii "Sandra i jej relacje" są właśnie...jej relacje. Za każdym razem kiedy mam wrażenie, że jestem już dość uspołeczniona okazuje się, że tak naprawdę było to wrażenie. Chyba wciąż pozostaję niedostępna i odstająca od grupy, bez względu na to czy są to znajomi z pracy czy znajomi z kółka oazowego. I nawet jeśli ja ich lubię i oni mnie też to pozostaje poczucie bycia "Inną". I to nie jest fajne poczucie. Co jest ze mną nie tak, ja się pytam?
Na koniec MUSZĘ zamieścić WIADOMOSĆ DNIA: zainstalowałam samodzielnie nową aplikację na tablecie i zajęło mi to 15 MINUT:] Dla niewtajemniczonych wyjaśniam, że instalacja wcześniejszej aplikacji zajęła mi 4 GODZINY i kosztowała mnie wiele łez i wiele potu. Wyobraźcie sobie zatem, jak bardzo byłam zaskoczona gdy tym razem wszystko zajęło mi 15 minut:):):)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz